Piszczek: Dobre przygotowanie daje mi spokój

19.01.2018

Przerwa w grze, spowodowana kontuzją kolana, dla Łukasza Piszczka właśnie się zakończyła. Podczas jego trzymiesięcznej nieobecności BVB nie radziło sobie najlepiej. Przeciwnicy z łatwością „ czytali grę” drużyny , bezlitośnie to wykorzystując. Czy wraz  z powrotem Piszczka na Signal Iduna Park nastąpi przełom? Reprezentant Polski opowiada o swojej rehabilitacji, stawianych celach oraz obecnej sytuacji klubu. 

 

TOMASZ WŁODARCZYK: Wrócił pan na boisko po trzech miesiącach. Tak długiej przerwy w ogóle nie było widać w meczu z Wolfsburgiem.


ŁUKASZ PISZCZEK: Cieszę się, że udało się zrealizować plan. Założyłem sobie, że chcę wrócić w takiej dyspozycji, jakby nic się nie wydarzyło. W dużym stopniu cel został osiągnięty. Od początku ciężko pracowałem, żeby nie było widać żadnych niedociągnięć. W trakcie powrotu trzeba pilnować wielu rzeczy, najmniejszych detali, żeby niczego nie zaniedbać i wrócić w pełni zdrowym.


Jakich?


ŁUKASZ PISZCZEK: To nie tylko wiele godzin rehabilitacji z fizjoterapeutami, w siłowni, a potem na boisku. W czasie kontuzji trzeba zadbać o głowę. Bardzo pomogły mi sesje wzmacniające moją świadomość mentalną. Od początku stawiałem sobie cele, z biegiem czasu kolejne. Po kolei je wizualizowałem i dążyłem do nich. To mnie mobilizowało i dobrze wpływało na jakość pracy.


Co pan sobie wizualizował?


ŁUKASZ PISZCZEK: Miałem przygotowane materiały audio, które wprowadzały mnie w odpowiedni stan i z ich wykorzystaniem myślałem o tym, co dzieje się we wnętrzu mojego kolana, jak funkcjonuje, jak zrastają się więzadła itd. Potem pierwsze bieganie, zajęcia z drużyną i powrót na boisko. Uspokajało mnie to i pomagało w odpowiednim nastawieniu. Ja i moi najbliżsi wiedzą, ile musiałem włożyć wysiłku, żeby wrócić do zdrowia.


Wszystko szło po pana myśli?


ŁUKASZ PISZCZEK: Raczej tak. Dopiero na obozie w Hiszpanii miałem problemy z mięśniami wokół biodra. Po tylu latach gry i kilku poważnych kontuzjach znam swój organizm na tyle, że pewnych rzeczy się spodziewam i wiem jak wtedy postępować. Nie byłem zaskoczony, że przy ciężkich zajęciach pojawiły się drobne dolegliwości. Trenowaliśmy dwa razy dziennie i to trochę dało mi w kość, ale wiedziałem jak zareagować. Poradziłem sobie wspólnie ze sztabem. Mam swój zestaw ćwiczeń, który wykonuję już kilka lat od operacji bioder, aby je dobrze konserwować. Potrafię kontrolować swoje ciało. W moim przypadku musi być konsekwencja w pracy. Dobre przygotowanie daje mi spokój.

 

Powrót na boisko na pierwszy mecz 2018 roku także był celem, który pan sobie wizualizował?


ŁUKASZ PISZCZEK: W tym wypadku nie nakładałem na siebie presji. Nie wyznaczałem konkretnej daty. Wiedziałem, że chcę już na pełnych obrotach przygotowywać się do rundy wiosennej. W grudniu zacząłem trenować z zespołem. Okres świąteczny także solidnie przepracowałem m.in. z Bartkiem Spałkiem (fizjoterapeuta Górnika Zabrze i reprezentacji Polski) i wsparciem z LKS Goczałkowice. Dziękuję Górnikowi, że mogłem trenować na ich bocznym boisku. Potem był wyjazd do Hiszpanii. Ostatni tydzień przed Wolfsburgiem czułem się dobrze, sprawdziłem się w sparingu. Nic więc nie stało na przeszkodzie, żebym mógł zagrać już w pierwszym meczu po przerwie.

 

Jest pan polisą na dobre wyniki BVB? Z Piszczkiem w składzie Borussia nie przegrała w minionym roku meczu w lidze.


ŁUKASZ PISZCZEK: Wiem, że statystki przemawiają na moją korzyść, ale odcinam się od bycia talizmanem zespołu. W piłce zbyt często i zbyt szybko wszystko się zmienia, żeby opierać wyniki na jednej osobie. To miło, że się mnie docenia, ale patrzę na to z dystansem. Jestem realistą. Sam potrafię ocenić swoją sytuację i formę. Najważniejszym było po prostu wrócić i pomóc drużynie w osiąganiu lepszych wyników. Nie nakładałem na siebie dodatkowego ciężaru.


Jednak wiele mówiło się o tym, że brakuje pana na boisku. Wyniki to potwierdzały.


ŁUKASZ PISZCZEK: Wiem, jakie są wobec mnie oczekiwania. Tym bardziej musiałem wykonać dodatkową pracę, aby wyglądać odpowiednio dobrze po powrocie do gry. Boisko bardzo szybko weryfikuje wszystkie niedociągnięcia.


Pan leczył się jesienią, a koledzy zawodzili.


ŁUKASZ PISZCZEK: Zaczęliśmy dobrze sezon, ale mecze w Lidze Mistrzów jak z Tottenhamem czy Realem pokazały innym drużynom, jak można przeciwko nam grać. Obnażyły nasze słabe strony. Zostaliśmy mocno skarceni w defensywie, co może zasiało ziarno niepewności, które zaczęło szybko kiełkować w głowach. Posypaliśmy się jako zespół. Okej, mecze w Europie to najwyższy poziom, wpadka może się zdarzyć. Ale naszą grę zaczęło „czytać” także wiele klubów w Bundeslidze. Kluby w Niemczech rozpracowują rywali bardzo skrupulatnie. Analitycy zbyt łatwo rozgryźli, jak zrobić nam krzywdę. Poznali nasz plan, a my sami nie byliśmy poukładani. Nasza obrona była do złamania. Grupa piłkarzy nie była przekonana do nakreślonego systemu gry – ofensywnego, z wysokim pressingiem. Nie czuła się w nim komfortowo. A jeśli pojawiają się takie odczucia i dodatkowo wyniki zdają się je potwierdzać, problemy bardzo szybko się nawarstwiają. Coś pęka. Trudno odwrócić sytuację.

  

Można odnieść wrażenie, że do klubu wdarł się chaos. Peter Stöger to już trzeci trener w ciągu roku. Szybko odpadliście z walki o mistrzostwo Niemiec. W LM zdobyliście dwa punkty.


ŁUKASZ PISZCZEK: Jestem tu ósmy rok. Nic nie trwa wiecznie. Wiele już widziałem i nauczyłem się, że są różne etapy funkcjonowania klubu i drużyny, różne nastroje. Można wpaść w dołek. Trzeba podejść do naszej sytuacji ze spokojem. W ostatnim czasie nastąpiły duże zmiany kadrowe, które na pewno miały wpływ na jakość gry. Potrzeba czasu, żeby się zazębiła i ustabilizowała. Dokładnie przyglądam się pracy trenerów. Podziwiam ich, bo to niełatwy kawałek chleba. Szkoleniowiec ma w szatni 25 piłkarzy. Każdy z nich swoje oczekiwania, kaprysy i ambicje. Są różne charaktery. Trudno to poukładać, z każdym się dogadać, sprawić, żeby był zadowolony. Sam trening to za mało. Na wynik wpływa mnóstwo pozasportowych czynników.


Będzie lepiej? Stöger coś zmienił?


ŁUKASZ PISZCZEK: Na obozie pracowaliśmy dużo nad taktyką i grą obronną. Nie stoimy na boisku już tak wysoko. Prezentujemy bardziej zrównoważony futbol. Mamy jeszcze kilka tygodni zanim zaczniemy grać co trzy dni i w tym czasie możemy poświęcić się bardziej intensywnej pracy – doszlifować taktykę i wyeliminować błędy. W Hiszpanii był z nami socjolog. Przyglądał się naszym treningom i zachowaniom poza boiskiem. Potem mieliśmy spotkanie, na którym ustalaliśmy, jak wyobrażamy sobie nasze relacje w grupie, jak powinniśmy pracować, jakie wyznawać wartości, jakie zasady powinny panować wewnątrz szatni. Bardzo dobrze odebrałem to spotkanie. Główny przekaz: liczy się drużyna.


Mistrzostwo właściwie zapewnił sobie Bayern, jest poza zasięgiem, ale inne miejsca to wciąż dla BVB otwarta sprawa. 


ŁUKASZ PISZCZEK: Przyszedł słabszy okres i przez to nie wszystko co sobie założyliśmy przed sezonem udało się przełożyć na wyniki. Zdarzył się trudniejszy czas. Nawarstwiło się kilka problemów. Liga bardzo się spłaszczyła, nie pamiętam, kiedy była aż tak wyrównana. Jednak nasze aspiracje się nie zmieniły i co ważniejsze wciąż są realne. Chcemy zająć miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów. W tym roku trzeba będzie je wyszarpać. Grając tylko na sto procent, z takim samym zaangażowaniem wszystkich piłkarzy osiągniemy swój cel.


PRZEGLĄD SPORTOWY

News

Piszczek: Dobre przygotowanie daje mi spokój

19.01.2018

Przerwa w grze właśnie się zakończyła. Reprezentant Polski opowiada o swojej rehabilitacji, stawianych celach oraz obecnej sytuacji klubu. 


czytaj więcej »

Powrót Bundesligi

15.01.2018

Wróciły rozgrywki Bundesligi, wrócił Łukasz Piszczek. Prawy obrońca BVB rozegrał pełne spotkanie z VfL Wolfsburg (0:0) i widać było, że po kontuzji nie ma już śladu.

czytaj więcej »

"Moja kontuzja była tylko częścią problemu"

05.01.2018

Łukasz Piszczek przebywa z drużyną w hiszpańskiej Marbelli. Polak trenuje z pełnym obciążeniem i jest w świetnym humorze.

czytaj więcej »

Powrót do treningów!

19.12.2017

Rekonwalescencja po kontuzji kolana Łukasza Piszczka nabrała intensywnego tempa. Reprezentant Polski rozpoczął już treningi z piłką, co znacznie przybliża go do powrotu na boisko.


czytaj więcej »