„Nie przyspieszę powrotu”

26.09.2013

Czas płynie bardzo szybko, a powrót Łukasza Piszczka do pełnej sprawności coraz bliżej. – Potrzebowałem odpoczynku – mówi dziś reprezentant Polski w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

 

 

Nauczyłeś się zabijać nudę? Znalazłeś sposób na monotonię w czasie rehabilitacji?

Jak się ma małą córkę w domu, to nuda w nim nie mieszka. Człowiek za to się uczy, cierpliwości na przykład.

 

Gdzie znajdujesz adrenalinę, którą dotychczas dostarczały mecze?

W ostatnich czterech latach, od kiedy zacząłem regularnie grać w Hercie, a potem w Borussii, żyłem bardzo intensywnie. Mecze i presja spowodowały, że głowa była zmęczona. Dla własnego zdrowia psychicznego potrzebowałem odpoczynku. Teraz go dostałem i staram się to wykorzystywać.

 

Kiedy ostatni raz kopnąłeś piłkę?

Ostatnio kilka razy się zdarzyło, jak gdzieś ją zobaczyłem. W pierwszych trzech miesiącach po operacji był spokój, nawet sam się zdziwiłem, że za nią nie tęsknię. Staram się wyżyć w czasie rehabilitacji, pozbyć nadmiaru energii. Ćwiczę codziennie, najpierw przez godzinę zajmuje się mną w klubie masażysta, potem półtoragodzinna rehabilitacja. Zaczynam już biegać z pełnym obciążeniem. Jeżeli będzie szło tak dobrze, jak do tej pory, niedługo zacznę ćwiczyć dwa razy dziennie.

 

Sakramentalne pytanie – kiedy wrócisz na boisko?

Sakramentalna odpowiedź – jak przyjdzie czas.


Po operacji biodra na początku czerwca lekarze mówili, że twój powrót do zdrowia zajmie 5 miesięcy.

Na pewno tego nie przyspieszę, zresztą nawet nie chcę. Skoro tyle czasu poświęcam na rehabilitację, nieodpowiedzialnością byłoby ryzykować zbyt wczesnym powrotem. Żadnych terminów nie podam. Na razie jestem zadowoleni z przebiegu rehabilitacji.

 

Wybierasz się w październiku na Wembley i mecz Anglii z Polską?

Jeszcze nie wiem.

 

Źle się kojarzy po finale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium?

Nie. Być może to będzie czas intensywniejszej rehabilitacji, wtedy każdy dzień chcę poświęcić na mocną pracę.

 

Szanse reprezentacji Polski na awans do mistrzostwa świata rzeczywiście zostały już skreślone?

Powiedziałem tak po remisie z Czarnogórą, kiedy nie znałem jeszcze wyniku meczu Ukrainy z Anglią. Ich remis pozostawił nas w grze. Teraz czeka nas wyjazd do obu tych krajów, w tych eliminacjach jeszcze nie przegraliśmy na wyjeździe, więc jakiś powód do optymizmu jest.

 

Ale reprezentacja tylko raz wygrała poza swoim boiskiem. Z San Marino.

Temu zespołowi potrzeba dobrego meczu, żeby odpalił. Przeciwko Czarnogórcom, w pierwszej połowie, byłem pod wrażeniem gry naszej drużyny. Prowadzona w szybkim tempie, nie schodziliśmy z połowy gości. Nasza drużyna się rozwija, idzie w kierunku, jaki sobie życzymy.

 

Z polskiej ligi wyjeżdża coraz więcej młodych zawodników. Z tobą było podobnie, ale jednak… inaczej. W wieku 19 lat podpisałeś kontrakt z Herthą Berlin, ale na trzy lata wróciłeś do naszej ekstraklasy na wypożyczenie do Zagłębia Lubin.

Dziewięć lat temu byłem wątłym zawodnikiem, potrzebowałem czasu, żeby wzmocnić się fizycznie. Zdawałem sobie sprawę, że mogę sobie nie poradzić w Berlinie. Z polskiej kadry do lat 19, która wystąpiła w mistrzostwach Europy, byłem chyba jedynym, który jeszcze grał w juniorach. Przed turniejem pojechałem na testy do Herthy, usłyszałem, że będą mnie obserwować w mistrzostwach. Strzeliłem w nich cztery gole i szybko podpisaliśmy kontrakt. Wiedziałem, że jeżeli zostanę rzucony na głęboką wodę, to mogę utonąć. Stąd te trzy lata spędzone w Lubinie.

 

Przydały się przed wyjazdem do Niemiec?

Powiedzmy sobie szczerze, że pierwsze dwa sezony w Zagłębiu miałem takie sobie, żeby nie powiedzieć przeciętne. Dopiero w trzecim zaskoczyło. Grałem więcej, strzeliłem 11 goli. I pojechałem do Berlina.

 

Przeskok z naszej ekstraklasy do Bundesligi rzeczywiście jest tak duży?

Kiedyś było trudniej. Obecne metody przygotowań niewiele się różnią. Mówię tak, bo wiem, jak trenują piłkarze Górnika. To zresztą widać w każdym ich meczu. Rozmawiałem też z Arkiem Milikiem, po transferze do Bayeru Leverkusen mówił, że jakoś specjalnie nie odczuł zmian pod względem fizycznym. Wzrosła świadomość młodych zawodników. Trzy lata temu na zgrupowaniach reprezentacji spotykałem chłopaków, którzy myśleli tylko o tym, że grają w piłkę i jest fajnie. To się zmieniło. Teraz ci młodzi doskonale wiedzą, że są dopiero na początku drogi. W Polsce zawsze się mówiło, że piłkarz powinien jak najwcześniej wyjechać za granicę.

 

To źle?

Trzeba wybrać klub, w którym ma się realne szanse na grę, a nie tylko umowne. Warto mieć dobrą pozycję. Ja, Kuba Błaszczykowski, czy Łukasz Fabiański wyjeżdżaliśmy jako mistrzowie Polski.

 

Niektórzy z naszych nadziei wciąż czekają na debiuty, jak Mariusz Stępiński w Norymberdze czy Łukasz Skorupski w AS Romie. Rafał Wolski dopiero trzy tygodnie temu zagrał pierwszy mecz w Fiorentinie.

Rafał przyszedł do Fiorentiny od razu po ciężkiej kontuzji. Może to był błąd? Może w umowie powinien być zapis, że zostanie jeszcze pół roku czy rok w Legii, złapie rytm meczowy i dopiero wtedy wyjedzie do Włoch. Fiorentina przeważnie jest w górnej części tabeli, w takim klubie trudniej się przebić. Wystarczy prześledzić losy Mateusza Klicha. W Wolfsburgu nie zagrał minuty, odszedł do słabszego klubu w słabszej lidze i od razu odżył, ciągnie grę reprezentacji. Każdy przykład jest inny. Gdyby Paweł Brożek wyjechał wcześniej na Zachód, może grałby tam do dziś. Z przyjemnością patrzę na jego grę po powrocie do Wisły. Widać, że zagranica go zmieniła, chociaż grał tam rzadko. I co, powiemy, że stracił czas, skoro wrócił jako lepszy piłkarz? Poza tym szczęście jest potrzebne.

 

Ty je miałeś?

Jasne, pomogło mi, bo do Herthy przyszedł nowy trener, Lucien Favre. Chciał obejrzeć wszystkich zawodników w klubie, również tych, którzy wracają z wypożyczeń. To była moja szansa. Gdyby nie to, nie wiem, czy zagrałbym w Bundeslidze. Na mecze Zagłębia przyjeżdżał dyrektor sportowy Herthy, Michael Preetz, ale nigdzie nie było powiedziane, że czeka na mnie miejsce w drużynie.

 

Do Borussii Dortmund przeniósł się 15-letni Mateusz Ostaszewski. Przywitał się już ze starszymi rodakami?

Jeszcze go nie widziałem.

 

Jego trenerzy z Jagiellonii Białystok nie mogą się nachwalić, że talent jakich mało w Polsce.

No to lepiej nie mógł trafić.

 

Jürgen Klopp często robi wam takie suszarki, jak sędziemu technicznemu w meczu z Napoli w Lidze Mistrzów?

Nam nigdy to się nie zdarzyło. Trener zdaje sobie sprawę, że źle zrobił. Wiedział, że mu się oberwie, dlatego natychmiast przeprosił. Piłka nożna jest dla ludzi, którzy żyją emocjami. Trener po prostu wyżył się na niewłaściwej osobie.

 

Wywiad: Ofensywni

News

„Nie przyspieszę powrotu”

26.09.2013

Czas płynie bardzo szybko, a powrót Łukasza Piszczka do pełnej sprawności coraz bliżej. – Potrzebowałem odpoczynku – mówi dziś reprezentant Polski w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego. 

czytaj więcej »

Piszczek wróci silniejszy

12.09.2013

Już niedługo Łukasz Piszczek znów zacznie trenować . – Powrót na boisko motywuje mnie do jeszcze cięższej pracy – przyznaje podsumowując jeden z trudniejszych momentów swojej kariery.

czytaj więcej »

Łukasz u Kuby Wojewódzkiego!

10.09.2013

Już we wtorek na antenie telewizji TVN emisja programu popularnego showmena Kuby Wojewódzkiego. Tym razem jego gościem będzie polski obrońca Łukasz Piszczek.

czytaj więcej »

„Trzeba wierzyć, dopóki jest szansa”

13.08.2013

Reprezentacja Polski w środę towarzysko zmierzy się z Danią. Odbywający rehabilitację Łukasz Piszczek w rozmowie z "Faktem" przyznaje, że kadrę stać na znacznie więcej.

czytaj więcej »