Plan na sobotę: „Spacer, posiłek, odprawa”.

23.05.2013

Łukasz Piszczek nie odczuwa jeszcze napięcia związanego z finałem. – Dopiero w dzień meczu ciśnienie się podniesie – opowiada polski obrońca w rozmowie z "Faktem".

 

Fakt: Bayern Monachium w tym sezonie jest nie do zatrzymania, ale jeśli ktoś ma ich pokonać, to wy jesteście idealnym kandydatem. Znacie każdy słaby punkt Bawarczyków.

 

Łukasz Piszczek: – To co wydarzyło się w trzech ostatnich sezonach pokazało, że potrafimy z nimi grać. Teraz w lidze byli górą, ale przecież zremisowaliśmy z nimi dwukrotnie i przegraliśmy minimalnie w Pucharze Niemiec. Wcześniej to my byliśmy dwa razy mistrzem. Nie stoimy więc na straconej pozycji. Chciałbym, żeby ludzie zapamiętali nas, Polaków z Borussii, nie jako tych, który w trójkę grali w finale Ligi Mistrzów, ale tych, którzy go wygrali.

 

Wembley – w Polsce ta nazwa budzi jasne skojarzenia i robi wrażenie.

 

– Tak się złożyło, że parę ważnych meczów na starym Wembley reprezentacja Polski grała z Anglią, tutaj odnieśliśmy historyczny sukces w 1973 roku, mam tego świadomość. Wembley to jest ważne miejsce dla światowej piłki, kawał historii. Ja podchodzę do tego z dystansem – fajnie, że gramy akurat na Wembley, ale nie to jest najważniejsze.

 

Polska oszalała na punkcie Borussii. Uważasz, że to przesadzone reakcje?

 

– Myślę, że Borussia już wcześniej była w Polsce lubiana, za tamten finał wygrany z Juventusem w 1997 roku, ale też za późniejszy upadek i odrodzenie. My lubimy takie historie. Grał tutaj przecież Ebi Smolarek, a teraz jest nasza trójka. Ludziom łatwo utożsamić się z Borussią. Myślę, że z powodu tych kilku czynników jest tak pozytywnie odbierana.

 

Bayern wygrał ligę, ale ma też nad wami przewagę psychologiczną – kupił jednego z waszych najlepszych piłkarzy, Mario Goetze. Jaki to ma wpływ na finałowy mecz?

 

– Żadnego. Mario to wielki talent, który zdecydował się rozwijać w innym miejscu. Bayern może kupić każdego, bo jest bogaty. Wykorzystał klauzulę w kontrakcie naszego piłkarza, a on sam chciał grać w Monachium, bo stamtąd pochodzi. Nie chcę go usprawiedliwiać, ale szanuję jego decyzję.

 

Ciebie kusiło już parę klubów, pewnie mógłbyś bez problemu zmienić pracodawcę?

 

– Dobrze czuję się w Borussii, naprawdę. I gdybym stanął przed takim wyborem, zdecydowałbym się na Dortmund. Ludzie czasem nie doceniają tego klubu, a on przecież ma wspaniałych kibiców, gramy na dużym stadionie, jesteśmy finalistą Ligi Mistrzów. Jednak nikt nie postrzega nas tak, jak Bayernu. Tutaj mam swoje miejsce, gram regularnie, jestem częścią ważnego planu. Młodsi ekscytują się nazwami – Barceloną, Realem, Manchesterem United, ja jestem już starszym zawodnikiem i chciałbym zrobić wszystko, żeby Borussia też była tak traktowana, żeby była wielka, bo na to zasługuje.

 

Gdyby Hans-Joachim Watzke, dyrektor Borussii, położył przed tobą dzisiaj kontrakt i powiedział: „podpisz, zostaniesz do końca kariery” podpisałbyś?

 

– Tak. Niestety nie położy (śmiech).

 

Nie ceni cię?

 

– Ceni. Każdy kto regularnie gra, musi być ceniony.

 

Gracie w finale, ale dla was od ćwierćfinałów każdy mecz jest jak finał. Najtrudniejszy moment to Malaga, czy jednak coś innego?

 

– Malaga, zdecydowanie. Przy stanie 1:2 pomyślałem sobie, że sezon już się skończył i zostaniemy z niczym. Awansowaliśmy, ale do dzisiaj nie umiem powiedzieć, jak tego dokonaliśmy. Pokonanie Realu to oczywiście równie wielkie osiągnięcie, ale trzeba jeszcze dokończyć dzieło i wygrać z Bayernem.

 

Od nowego sezonu możecie grać bez Roberta Lewandowskiego. To napastnik kompletny, którego Borussia szybko i łatwo nie zastąpi.

 

– Nie ma ludzi niezastąpionych. Robert gra bardzo dobry sezon, strzela mnóstwo goli. Chciałbym, żeby został z nami, ale jeśli ktoś nowy przyjdzie za niego to zawsze będzie wielką niewiadomoą. Oczywiście, w przypadku, gdy Robert miałby nas opuścić, to klub na pewno sięgnie po jakiegoś zawodnika ze znanym nazwiskiem.

 

Powiedziałeś niedawno, że kiedy grasz przeciwko Franckowi Ribery’emu, to nie możesz tak często szaleć w ofensywie, bo to zbyt niebezpieczny rywal. Jego boicie się najbardziej?

 

– Ribery robi w tym sezonie wielkie wrażenie. W pierwszym meczu z Bayernem w tym sezonie miałem z nim ciężki żywot, ale grałem przeciwko niemu już kilka razy. Najgorsze jest to, że taki piłkarz zachowuje się w sposób nieprzewidywalny, nieobliczalny. Ucieka w prawo, w lewo, podobnie jak Ronaldo. W takich przypadkach pomaga mi drużyna.

 

Polscy piłkarze mówią, że trener ich nie lubi. Was lubi. Za co?

 

– Za to, że dobrze gramy. On widzi, ile dajemy tej drużynie. Zawsze powtarza, że dla niego nie ma znaczenia narodowość i wiek, tylko forma. My pasujemy do tej drużyny, a ona do nas.

 

Za wami długi sezon. Bundesliga, krajowe i europejskie puchary. Czujesz się zmęczony?


– Może bym się tak nie czuł, gdyby nie to, że od początku sezonu zmagam się z kontuzją biodra. Ból fizyczny można uśmierzyć, najgorsze jest cierpienie psychiczne, bo wiesz, że nie grasz tak dobrze, jak mógłbyś grać. To siedzi w głowie. Muszę po finale poddać się operacji i jak najszybciej potem wrócić do pełni sił.

 

Jak spędzisz dzień finału? Da się odciąć od takiego stresu?


– Mamy określony plan. Spacer, posiłek, odprawa, czas na sen. Może w coś zagram dla relaksu.

 

Na Wembley będą z tobą bliscy. Twoja mama powiedziała nam, że traktujesz taki finał dokładnie jak mecz w juniorach. „Trzeba się skoncentrować i będzie dobrze”.


– Moja mama dobrze mnie zna, ja zawsze powtarzam, że trzeba po prostu skoncentrować się na danym spotkaniu i wtedy będzie dobrze (śmiech). Do Londynu przylatuje dwadzieścia osób – rodzina i przyjaciele. Chciałbym, żeby to był dla mnie i dla nich fajny wieczór.

News

Plan na sobotę: „Spacer, posiłek, odprawa”.

23.05.2013

Łukasz Piszczek nie odczuwa jeszcze napięcia związanego z finałem. – Dopiero w dzień meczu ciśnienie się podniesie – opowiada polski obrońca w rozmowie z "Faktem".

czytaj więcej »

„To najważniejszy mecz w karierze”

22.05.2013

Finał Ligi Mistrzów to wyjątkowy mecz. – Myślę, że to najważniejsze spotkanie w mojej karierze – przyznał w rozmowie jeden z uczestników sobotniej batalii na Wembley, Łukasz Piszczek.

czytaj więcej »

Porażka na zakończenie, 69 minut Piszczka

19.05.2013

Próba generalna przed finałem Ligi Mistrzów zakończyła się niepowodzeniem. Ekipa Borussii Dortmund w ostatniej kolejce Bundesligi uległa przed własną publicznością Hoffenheim 1:2 (1:0)

czytaj więcej »

Ostatnia kolejka z Hoffenheim

17.05.2013

W sobotę ostatni raz w tym sezonie Borussia Dortmund rozegra ligowe spotkanie na Signal Iduna Park. Rywalem BVB na finiszu rozgrywek będzie drużyna z Hoffenheim.

czytaj więcej »